home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



Frankfurt nad Menem, 'sroda noca

Pozwoli Pani, ze jeszcze raz wr'oce do kobieciarstwa, kt'orym etykietuje Pani mnie i wszystkich innych mezczyzn przy okazji. Pozornie ma Pani racje i stoja za Pani racja argumenty calej historii ewolucji. Mezczy'zni na calym globie lacznie kopuluja 50 miliard'ow razy rocznie, co w sumie daje okolo miliona litr'ow nasienia dziennie. W kazdej sekundzie na calym 'swiecie produkuje okolo 200 tys. miliard'ow plemnik'ow, co przeklada sie na mizerne pie'c urodze'n na sekunde. Kobieta moze urodzi'c w ciagu calego zycia nierelewantna statystycznie liczbe dzieci w por'ownaniu z liczba dzieci, kt'ore w ciagu swojego zycia jest zdolny pocza'c mezczyzna. Mezczyzna ewolucyjnie rzec biorac ma ogromny przerost podazy (spermy) nad popytem. Juz ten fakt biologicznie determinuje poligamiczna nature mezczyzn. Je'sli chcial tak B'og, to mial w tym prawdopodobnie jaki's cel. Je'sli chciala tak Natura, to takze miala z pewno'scia w tym jaki's cel. Ostatnio dominuja dwie teorie tlumaczace taka nadprodukcje nasienia u mezczyzn. Jedna z nich glosi, ze tylko niewielka cze's'c nasienia jest zdatna do zaplodnienia, podczas gdy reszta od razu ginie, gdyz zawiera uszkodzony material genetyczny. Wedlug drugiej teorii samiec musi mie'c tak duzo nasienia, aby wygra'c w rywalizacji z konkurentami. Zadna z teorii nie jest jednak wiarygodnym wytlumaczeniem tego nadmiaru podazy nad popytem.

Do tego dochodzi jeszcze testosteron, kt'orego mezczy'zni maja o wiele wiecej niz kobiety. To zgubny hormon. Nie tylko, ze pcha mezczyzn w kierunku poligamii, to jeszcze skraca ich zycie. Wieloletnie badania na reprezentatywnych pr'obach wykazaly, ze wykastrowani mezczy'zni zyje przecietnie o 13 lat dluzej, a wykastrowani w bardzo mlodym wieku nawet do 30 lat dluzej. Podczas gdy wymierali wla'sciciele harem'ow, ich straznicy pozostawali tam dalej. Bywalo, ze ku rado'sci mieszkanek haremu, kt'ore jak pokazuje historia czesto najlepszy seks mialy wla'snie z eunuchami.

W tym kontek'scie sytuacja mezczyzn nadprodukujacych sperme i pozostajacych nieustannie na wysokim testosteronie w pewnym stopniu tlumaczy wyniki bada'n z ameryka'nskiego campusa, kt'ore Pani zacytowala. Z drugiej strony biolodzy ewolucji, antropolodzy i socjolodzy odchodza od modelu, wedlug kt'orego geny determinuja zachowania ludzkie. Obecnie ocenia sie, ze nasze zachowania sa tylko w 50 60% zdeterminowane genomem, kt'ory odziedziczyli'smy. Reszta to wplyw 'srodowiska, w kt'orym przyszlo nam zy'c. Badania na jednojajowych bli'zniakach (przeprowadzone na reprezentatywnej pr'obie w USA), kt'ore rozdzielono w wieku niemowlecym, calkowicie to potwierdzaja.


Poza tym nie moge sobie wyobrazi'c, ze 90 na 100 mezczyzn, nawet z nadmiarem spermy w jadrach i testosteronem we krwi, zgwalciloby studentke na ameryka'nskim campusie, gdyby zagwarantowano im bezkarno's'c. Nie uwaza Pani, ze danymi statystycznymi mozna manipulowa'c, tak aby udowodni'c wlasna teze? Nie ma nic bardziej przekonujacego niz ladna tabela z danymi statystycznymi. Wielu naukowcom wydaje sie, ze jak pokaza liczby, to nikt na sali nie pozna, ze uwiklani sa w sofizmaty. Statystyka wprawdzie nie klamie. Ale klamia statystycy. Przypomina mi sie tutaj zabawne zdanie, kt'ore wypowiedzial kiedy's Winston Churchill: Nigdy nie wierze w statystyke, kt'orej sam nie zmienialem.

Ale zostawmy statystyke i sperme. Inicjacja pierwszej blisko'sci jest o wiele ciekawsza. Znajduje wiele uroku w tym zdaniu. Tak sie zdarzylo, ze wla'snie dzisiaj mialem do tego szczeg'olny pow'od.

Zadzwonil do mnie Michael, m'oj niemiecki przyjaciel. Od trzech lat zawsze dzwoni do mnie 5 listopada. Trzy lata temu o czwartej nad ranem przyszedl do mojego mieszkania, zapukal do drzwi i zapytal, czy napije sie z nim w'odki. Mial ze soba do polowy wypita butelke z polska zytni'owka i zapytal, czy mozemy pogada'c. Uwazal, ze w Niemczech tylko do Polaka mozna przyj's'c o czwartej nad ranem i poprosi'c o rozmowe. Niemcy tak uwaza Michael je'sli nie sprowadziliby policji, to z pewno'scia zadzwoniliby po karetke pogotowia i poprosiliby, aby lekarzem w karetce byl psychiatra. Nie wypilem z nim w'odki (nie pije w'odki, co jest dla Michaela ogromna ciekawostka i lamie jego wiare w narodowo'sciowe stereotypy), ale otworzylem wino. Siedzieli'smy w kuchni. Ja przy argenty'nskim merlot, on przy polskiej zytni'owce, i rozmawiali'smy.

Trzy lata temu Michael mial 37 lat i od dw'och lat mieszkal z dwudziestopiecioletnia dziewczyna. Kt'orego's wieczoru poszli na wernisaz do muzeum sztuki nowoczesnej we Frankfurcie i tam spotkal Ewe. Michael twierdzil, ze bylo to jak porazenie piorunem. Najbardziej porazilo mu m'ozg. Od tego wernisazu nie m'ogl przesta'c o niej my'sle'c. Z pomoca przyjaci'ol organizujacych ten wernisaz zdobyl jej numer telefonu. W trakcie pierwszego wsp'olnego spaceru wyciagnal reke po jej dlo'n. Po trzech miesiacach wprowadzil sie do niej. Wla'snie wtedy, trzy lata temu. dokladnie 5 listopada mial spedzi'c z nia swoja pierwsza noc jako jej mezczyzna. Cierpial, uwazajac, ze zdradza i kaleczy swoja kobiete. O czwartej nad ranem takze cierpial. Nie m'ogl sobie z tym sam poradzi'c. Chcial o tym z kim's porozmawia'c. Trafilo na mnie.

Ewa trzy lata temu miala 57 lat, nie byla po zadnej operacji plastycznej i starzala sie w normalny spos'ob niezakl'ocony przez wizazystki, botoks, zastrzyki z kreatyny czy glebokie peelingi, po kt'orych przez tydzie'n nie mozna wychodzi'c z domu, aby nie przestraszy'c sasiad'ow. Michael opowiadal mi tej nocy z rozczuleniem o jej mimicznych zmarszczkach, z podziwem o madro'sci i z rado'scia o tym, ze po raz pierwszy w zyciu spotkal kobiete, przed kt'ora nie musi niczego udawa'c. Michael zakochal sie w Ewie. Od roku sa szcze'sliwym malze'nstwem. Na jej 60. urodziny zaprosil ja na kolejny wernisaz do muzeum sztuki nowoczesnej. Tym razem do Nowego Jorku.

Po telefonie Michaela duzo my'slalem o milo'sci. O tej, dla kt'orej wszystko stawia sie na jedna karte i o tej, dla kt'orej nie robi sie nic, pozwalajac jej umrze'c. A przeciez nie musi by'c tak skrajnie, moze by'c inaczej. Ile czasu musi uplyna'c w zyciu czlowieka, aby zrozumial, ze milo's'c trzeba pielegnowa'c? My'slalem r'owniez o tym, czy ten czas juz w moim zyciu nastal i czy ja to juz takze zrozumialem. Niestety nie. Nie zrozumialem

Przypomnialo mi sie w tym momencie zdanie, kt'ore zawsze wraca, gdy my'sle o milo'sci. Kiedy's zapytano ksiedza Jana Twardowskiego, jak powinno pielegnowa'c sie milo's'c. Odpowiedzial: Jak dziecko, zeby nie zaziebila sie, nie zwariowala i nie uciekla.

My'sli Pani, ze mozna by'c ciagle zakochanym nawet po 50 latach malze'nstwa? Wierzy Pani w jedno's'c i przenikanie sie zakochanych dusz? My'sli Pani, ze pragnienie rozmowy i sama rozmowa kobiety z mezczyzna jest tym, co laczy ich bardziej niz chemia pozadania? Im dluzej zyje, tym bardziej sie przekonuje, ze tak jest w istocie. Moze nie wystarcza mi sam fakt, ze jestem kochany? Moze chce wiedzie'c, dlaczego jestem kochany. A to wymaga rozmowy. Zgadzam sie z Theodorem Zeldinem, francuskim filozofem i pisarzem, kt'ory w swojej ksiazce Rozmowa (wydanej w Polsce przez WAB, Warszawa 2001) ubolewa nad faktem, ze kobiety po'swiecaja wiecej namyslu makijazowi niz rozmowie. Z drugiej strony Zeldin chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, jak malo czasu, je'sli w og'ole, namyslowi nad rozmowa z kobieta (kt'ora juz zdobyli) po'swiecaja mezczy'zni. Z tego, co zdazylem zauwazy'c, najwiecej o takiej rozmowie i przed, i po niej my'sla mezczy'zni, kt'orzy robie sobie makijaz, a kobiet nie zdobywaja

My'slalem takze o tym, co ja sam zrobilem, aby do takich rozm'ow doprowadzi'c? I jak rzadko to robilem. Nie bylo mi wcale dobrze z tymi my'slami. Bylo mi bardzo 'zle.

Dobranoc,

JLW


PS Jak dziecko, zeby nie zaziebila sie, nie zwariowala i nie uciekla


Warszawa, wtorek | 188 dni i nocy | Warszawa, czwartek