home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add

- advertisement



Argumenty

W poprzednim felietonie o'smielilem sie postawi'c kwestie, kt'ora bodaj nigdy dotad publicznie w naszej prasie nie byla poruszana. Trzeba teraz om'owi'c ja blizej. Z g'ory przepraszam, ze przyjdzie mi sie powtarza'c; ale rzecz tak obrosla obluda i zabobonem, ze trzeba ja gruntownie oskroba'c. Przepraszam takze, ze nie bede zabawny, ale nie zawsze mozna by'c zabawnym; odbijemy to sobie innym razem.

Dodam jeszcze, iz, jezeli zdecydowalem sie wszcza'c te kwestie, nie uczynilem tego lekkomy'slnie; pytalem wpierw wielu powaznych os'ob, prawnik'ow i innych, az do samych czlonk'ow Komisji Kodyfikacyjnej, czy uwazaja wytoczenie jej na forum publiczne za wla'sciwe. Odpowiedzieli mi: Bezwarunkowo. Nie tylko za wla'sciwe, ale za bardzo pozadane.

W istocie, trzeba u'swiadomi'c sobie sytuacje; wyslucha'c zda'n; policzy'c i zwazy'c glosy. Kodyfikatorzy nie chca sami to m'owia wyprzedza'c opinii, a opinia dotad milczala. Og'ol nie zdaje sobie sprawy ze stanu i powagi kwestii. Kiedy przejdziemy do szczeg'olowej ankiety, zdumienie wywola, jak jednoglo'snie luminarze prawa o'swiadczaja sie przeciw paragrafom karalno'sci. Tylko nie trzeba tego falszywie rozumie'c. Przeciwnicy karalno'sci uwazaja, tak samo jak inni, przerywanie ciazy za smutna ostateczno's'c; ale sadza, ze nie na drodze sankcji karnych nalezy przeciwdziala'c temu zjawisku, ze kodeks karny nie ma tu nic do gadania i ze mieszajac sie do sprawy, kt'ora przechodzi jego sily szkodzi zamiast pomaga'c. Pragne tedy zestawi'c argumenty, na jakich opieraja sie przeciwnicy obecnego stanu rzeczy, to znaczy przeciwnicy represji karnych; przy czym nalezy zaznaczy'c, ze gdy jedni wiekszo's'c prawnik'ow sa po prostu za zniesieniem paragrafu, drudzy sa za jego ograniczeniem przez dopuszczenie licznych wyjatk'ow.

Ci, co sa za niekaralno'scia, wytaczaja nastepujace argumenty:

Paragraf naznaczajacy ciezkie kary za przerwanie ciazy jest martwy. Na setki tysiecy razy, ledwie w kilku lub kilkunastu wypadkach prawo przychodzi do glosu. I w'owczas udowodnienie winy jest niezmiernie trudne, najcze'sciej prawo nie dziala. Ot'oz ustawa, kt'ora jest bezsilna, kt'ora nie jest wykonywana, jest demoralizujaca, uczy lekcewazenia prawa, jest jego zaprzeczeniem.

Czemu ustawa nie jest wykonywana? Przede wszystkim olbrzymia wiekszo's'c wypadk'ow jest nieznana. Nastepnie dlatego, ze przestepstwo jest zbyt czeste. W Niemczech np. obliczaja roczna ilo's'c przerwanych ciazy na 800.000 inni m'owia milion, kt'oz to policzy! a wszelkie statystyki moga tu by'c tylko przyblizone i nizsze sa pewno od rzeczywisto'sci. Jak moze prawo dziala'c w tych warunkach?

Ustawa nie moze dziala'c i dlatego, ze nie ma za soba moralnego poparcia spolecze'nstwa, bez kt'orego paragraf bedzie zawsze martwa litera.

Sedzia, kt'ory ma ustawe wykonywa'c, wie, ze spolecze'nstwo nie jest tu w porzadku. Nie istnieje opieka nad matka ani opieka nad dzieckiem; polozenie niedoszlej matki bylo czesto bez wyj'scia. Kodeks cywilny nie jest na wysoko'sci zadania, nie uregulowal kwestii dochodzenia ojcostwa ani alimentacji. Jak mozna 'sciga'c jedynie matke, kt'ora i tak ponosi wszystkie ciezary? Czy jest wreszcie sedzia, kt'ory by nie mial w najblizszej rodzinie, w najblizszym otoczeniu, wypadk'ow przerwania ciazy, kt'ore uwaza za zupelnie naturalne, w kt'orych moze wsp'oldzialal? Jak wiec o ile nie jest okrutnym obludnikiem ma kara'c jaka's nieszcze'sliwa, godniejsza jeszcze usprawiedliwienia? Czemu ma 'sciga'c jedna, gdy nie 'sciga tysiecy innych? Sedziowie nie chca kara'c, prokuratorzy nie chca oskarza'c, lekarze nie chca denuncjowa'c: bo i to im prawo nakazuje!

Ale, powiadaja przeciwnicy karalno'sci, gdyby nawet miecz prawa dzialal, nic by to nie pomoglo. Kobieta, kt'ora chce przerwa'c ciaze, znajduje sie zwykle w polozeniu przymusowym, szansa ukrycia czynu jest bardzo znaczna; zawsze tedy przewazy obawa wiekszego zla, jakiem jest dla niej ujawnienie ciazy i urodzenie dziecka. Prawo jest bezsilne.

I oto najgorsze! Prawo jest bezsilne; nie moze niczemu zapobiec; ale istnieniem swoim wyrzadza wiele zlego, nie jest obojetne. Bo, pietnujac zabieg przerwania ciazy jako zbrodnie, wzbrania go lekarzom, kt'orzy z kodeksem sie licza, ale nie przeszkadza go uprawia'c wszelkiego rodzaju partaczom, a wreszcie i samym matkom nie przeszkadza do'swiadcza'c na sobie domowych 'srodk'ow. Nie przerwie lekarz ciazy (poza wskazaniami 'sci'sle lekarskimi) ani w szpitalu, ani w kasie chorych. Zatem, podczas gdy bogaci znajda w takim wypadku pomoc lekarska, ubodzy sa jej pozbawieni. Ilez z tego powodu wypadk'ow 'smierci, ilez ciezkich schorze'n? Prof. Grzywo-Dabrowski oblicza ilo's'c sekcji, kt'ore wykonywa[5] na zwlokach matek zmarlych w Warszawie na zakazenie krwi z tego powodu, na dwie'scie rocznie, a to jest z pewno'scia tylko czastka. Ot'oz wszystkie niemal te matki zabija mozna powiedzie'c paragraf, broniacy im pomocy lekarskiej, a niezdolny wzbroni'c im samego czynu.

Bo zwazmy tu jeszcze jedno. W dawnych czasach, kiedy pisano ustawy prawomocne dotad, stan medycyny byl inny niz dzi's. Nie znano ani aseptyki, ani nowoczesnej chirurgii. Miedzy przerwaniem ciazy dokonanym prawidlowo i umiejetnie, a zabiegiem spartaczonym nie bylo takiej jak dzi's r'oznicy. Istnieje malo znana nowela Balzaka pod tytulem Poronienie, poruszajaca ten temat. Lekarz, kt'orego kobieta blaga, aby jej przerwal ciaze, odpowiada:

Namawia mnie pani do zbrodni, kt'ora prawo karze 'smiercia, a pania sama skazano by na kare straszliwsza moze niz moja Ale gdyby prawo nie bylo tak srogie, i tak nie podjalbym sie podobnej operacji: jest ona prawie zawsze podw'ojnym morderstwem, bo rzadkie jest, aby matka nie zginela takze. Moze pani obra'c lepsza droge Czemu by pani nie miala uciec? Niech pani jedzie za granice. Bylabym zha'nbiona

Balzac w owej epoce widzial jedynie dramaty wyzszych sfer spolecznych. Dzi's tym trudniej byloby poradzi'c wszystkim tym nieszcze'sliwym kobietom, aby wyjechaly za granice. Ale takze dzi's miedzy sztuka lekarska a partactwem jest w tej mierze przepa's'c. A jezeli sa lekarze, kt'orzy, nawet przy najbardziej umiejetnym wykonaniu, uwazaja zabieg ten za nie obojetny dla zdrowia, a nawet niebezpieczny, o ilez bardziej staje sie nim w rekach niepowolanych! I wla'snie w te niepowolane rece pcha dziesiatki i setki tysiecy kobiet bezduszny paragraf.

Przeciwnicy karalno'sci opieraja sie wreszcie na tym, ze pl'od nie moze by'c uwazany za samodzielny organizm, ale za cze's'c matki, i ze sila rzeczy ona nim rozporzadza. Nie moze tu by'c mowy o zab'ojstwie. Pl'od nie jest, przynajmniej w pierwszych miesiacach samoistnym zyciem (sam Ko'sci'ol czynil rozr'oznienia miedzy foetus animatus a inanimatus), dlatego tez cze's'c zwolennik'ow niekaralno'sci pragnie ja ograniczy'c do pierwszych trzech miesiecy.

Nie jest dzieciob'ojczynia ta, kt'ora sprowadza poronienie, zanim dusza wstapi w cialo (Non est homicida, qui abortum procurat, antequam anima corpori sit infusa), powiada 'sw. Augustyn.

A teraz wazny wzglad, wygrywany niejednokrotnie; kwestia przyrostu ludno'sci, tzw. polityka populacyjna. Argument efektowny na poz'or, ale zludny. Znala go juz starozytno's'c, ale, wedle potrzeb tej polityki, zabraniala, tolerowala, lub nakazywala przerywanie ciazy. Podlozem tego argumentu dzi's jest powszechny militaryzm. Ale przyszla wojna, do kt'orej wszyscy maja nadzieje nie dopu'sci'c, i tak nie tyle polegalaby na ilo'sci ludzi, ile na wynalazkach, na 'srodkach technicznych, chemii etc. Przy og'olnej tendencji do przyszlego rozbrojenia, czyz nie mozna by i w zakresie nadprodukcji ludzi uzna'c wsp'olnej demobilizacji?

A teraz, czy istnieje zwiazek miedzy przyrostem ludno'sci a przerywaniem ciazy? Wcale to nie jest udowodnione. W krajach, gdzie przerywanie ciazy jest najbardziej rozpowszechnione (Ameryka), przyrost ludno'sci jest mimo to olbrzymi (prof. Glaser: Kilka uwag o spedzaniu plodu). Nastepnie: skoro prawo nie ma zadnego skutku, skoro nie dziala, skoro wszyscy stwierdzaja jego bezsilno's'c, jak moze ono wplywa'c tak czy owak na przyrost? A cho'cby nawet ciemnota lub apatia sklonily, dajmy na to, biedna sluzaca lub wyrobnice do urodzenia nie'slubnego dziecka, co sie z tym dzieckiem stanie? Statystyka dzieciob'ojstwa w tych warstwach daje na to straszliwa odpowied'z. Tym dzieciob'ojstwom tez winien jest ten sam paragraf. A dziecko, kt'ore ujdzie tego losu? P'ojdzie do fabrykantki aniolk'ow, p'ojdzie na garnuszek, gdzie przewaznie zginie. A te, co nie wyginely, chowane w rynsztoku, powieksza element szumowin spolecznych, pomnoza statystyke zbrodni. To co do dzieci nie'slubnych, bez ojca.

A 'slubne? Czytali'smy niedawno w felietonie Widza przerazajaca statystyke mieszka'n robotniczych. Czy przy gniezdzeniu sie rodzin czasem paru w jednej izbie lub katem, moze by'c mowa o nieograniczonym rozradzaniu sie? A gdyby nawet sie rodzily, czy ten nadmiar dzieci wyzyje? I co jest lepsze: czy rodzina, w kt'orej rodzi sie, dajmy na to, siedmioro dzieci chowanych w glodzie i zaduchu, z kt'orych kilkoro umrze, a reszta bedzie nedzna i chorowita, czy ograniczona ilo's'c urodzin a zdrowe wychowanie tych, kt'ore przyjda na 'swiat? C'oz za olbrzymie trwonienie energii, to nieograniczone rodzenie jedynie dla 'smierci! Wszak z punktu widzenia populacji nie ilo's'c dzieci urodzonych rozstrzyga, ale ilo's'c dzieci odchowanych i to zdrowo odchowanych. To laczy sie z niezmiernie doniosla sprawa regulacji urodze'n, do kt'orej wr'ocimy.

A wreszcie, gdy mowa o polityce populacyjnej, inna ona wszak bedzie w krajach majacych niedob'or ludno'sci, a tych, kt'ore nie wiedza, co pocza'c ze swoim nadmiarem. U nas stale ten nadmiar ludzi odplywa przez emigracje. I jakich: najtezszy, najbardziej rzutki i warto'sciowy material. Wiec traci'c przez emigracje tegi material ludzki, a zastepowa'c go dzie'cmi nedzy i choroby, to ma by'c polityka populacyjna? Slusznie tez powiada niemiecki uczony: Prawo nie moze chroni'c korzy'sci, o kt'orej zgola nie wiadomo, czy istnieje, i nie rzecza kodeksu karnego robi'c watpliwa polityke populacyjna.

A wreszcie, czyz ta ilo's'c matek, kt'ore kosi lub wpedza w ciezkie choroby zakazenie krwi, czy to nie jest czynnik depopulacyjny?

Wreszcie nie najmniej wazki argument przeciwnik'ow karalno'sci, to szcze'scie obywateli, kt'ore wszak jest celem pa'nstwa, a kt'ore ustawa ta jakze czesto niweczy dla rzekomych korzy'sci spolecznych. Krzywdy i niedole sa tu faktyczne i namacalne korzy'sci urojone.

Bo jakiez sa kontrargumenty? Pom'owimy jeszcze o nich. Prawie ich nie ma, a przynajmniej nie takie, kt'ore by mogly przekona'c. M'owi sie o metnej polityce populacyjnej, o rozlu'znieniu moralno'sci etc. Ale czy te problematyczne dedukcje przewaza wymowe trup'ow, kt'ore wyrzuca co rok stan obecny, nieszcze's'c i schorze'n, kt'ore sie kryja w cieniu? Czy kt'orykolwiek z ustawodawc'ow ma zludzenie, ze ten paragraf zacznie dziala'c? Ani troche; chca tylko, aby byl, po staremu, dla formy, na papierze.

Do's'c wreszcie znamienny jest artykulik pewnego pisemka w odpowiedzi na m'oj poprzedni felieton, gdzie podalem wnioski zjazdu prawnik'ow. Czy wiecie, jak tam wytlumaczono stanowisko zajete przez olbrzymia wiekszo's'c naszych prawnik'ow? To masoni, kt'orym sola w oku jest przyrost naszej ludno'sci i przewaga, jaka ma przez to Polska nad innymi krajami! Skoro wychodzi na plac slowo masoni, mozna by'c pewnym, ze bezmy'slno's'c i glupota sa za weglem.

Streszczajac cala rzecz, przeciwnicy karalno'sci rozumuja tak: skoro prawo karne jest bezsilne, skoro nie umie pom'oc, a umie szkodzi'c, nie powinno sie w to miesza'c. Zostawi'c sprawe matkom, liczac na ich instynkt macierzy'nski. Malo kt'ora matka przerwie ciaze bez waznych pobudek. Stara'c sie stworzy'c na drodze ustawodawstwa cywilnego i opieki spolecznej takie warunki, aby przerywa'c ciazy nie potrzebowala. Rozszerzy'c bodaj prawo do przerwania ciazy na tzw. wskazania spoleczne. U'swiadamia'c ewentualnie co do sposob'ow zapobiegania niepozadanej ciazy, ale to osobny, jakze doniosly temat! I wciaz to trzeba powtarza'c o ile sie nie moze pom'oc, nie szkodzi'c. Medycyna ma swoje godlo, kt'ore wypisane jest w salach klinicznych: primum non nocere, przede wszystkim nie szkodzi'c. Czyz ta sama zasada nie powinna by obowiazywa'c i w prawie? tak m'owil w rozmowie ze mna o tej kwestii wybitny prawnik.


Najwieksza zbrodnia prawa karnego | Tadeusz Boy-Żeleński | W jaskini lw \ow