home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add

- advertisement



VIII. Przez poludniowa Syberie

Po kilku dniach jechali'smy juz konno przez lasy lewego brzegu Jeniseju na poludnie, starajac sie omija'c wsie i osady i nie pozostawiajac za soba zadnych 'slad'ow. Zreszta nalezy zaznaczy'c, ze gdy wypadalo nam zatrzyma'c sie u chlop'ow, ci przyjmowali nas bardzo go'scinnie i chociaz nie znali nas, otwarcie wypowiadali swa nienawi's'c do bolszewik'ow-komunist'ow, obdzierajacych wlo'scian.

W jednej wsi powiedzieli nam, ze od strony Minusi'nska dazy do Krasnojarska znaczny oddzial czerwonych, wyslanych dla wylapywania bialych. Odjechali'smy dalej od brzegu Jeniseju i tak zwanej Aczy'nskiej drogi, zapadli'smy w lasy, gdzie przesiedzieli'smy do sierpnia, poniewaz przez cale lato bolszewickie oddzialy karne walesaly sie po borach, tropiac i zabijajac bezbronnych, prawie nieodzianych oficer'ow i kozak'ow bylej armii Kolczaka, kt'orzy ukrywali sie w lasach od niechybnej 'smierci z rak sowieckich kat'ow. P'o'zniej, na jesieni, przechodzac przez te miejsca, natrafili'smy na niewielka polane, gdzie na otaczajacych ja drzewach wisialo 28 oficer'ow z wycietymi gwiazdami na piersiach. Wiedzieli'smy dobrze, ze taki sam los spotkalby i nas, gdyby'smy wpadli w rece tej najbardziej postepowej demokracji na 'swiecie.

Przysiegali'smy wiec sobie, ze zywymi nas bolszewicy nie wezma. Posuwajac sie na poludnie, spotykali'smy ludno's'c coraz bardziej wroga dla bolszewik'ow, gdyz byl to kraj starych syberyjskich osadnik'ow i kozak'ow.

Wreszcie z las'ow wynurzyli'smy sie na bezgraniczna plaszczyzne Czulym-Minusi'nskich step'ow, przecietych czerwonymi grzbietami Kizyl-Kaja i wielkimi slonymi jeziorami: Szyro, Szunet, Forpost i innymi.

Jest to kraina mogil, jedno olbrzymie, historyczne cmentarzysko. Narody, plemiona, szczepy ciagnely tymi stepami, zatrzymujac sie tutaj na czas dluzszy lub przemijajac, jak widma nocne i pozostawiajac po sobie mogily, kurhany, monolity. Tysiace wielkich i malych dolmen'ow mogil dawnych wla'scicieli tych step'ow, majestatyczne kurhany z kamieni i czaszek ludzkich, wykute na skalach znaki, kt'ore stawial niegdy's Wielki Mongol Dzengiz, a po nim Ugedej, straszliwy bicz Bozy, ciagnely sie z poludnia na p'olnoc niesko'nczonym szlakiem.

Teraz tu panami byli Tatarzy szczepu abaka'nskiego, bogaci, go'scinni i kulturalni. Obecnie przed nawalnica bolszewicka wynie'sli sie do Urianchaju, Mongolii, nawet do Tybetu, a w pozostalych tkwila gleboka nienawi's'c do znecajacych sie nad nimi komunist'ow. Przy tym zmartwychwstala w nich, zdawalo sie, przed wiekami zgasla idea Dzengiz-Chana o zwalczeniu kultury Zachodu i o utworzeniu nowego prawa, kierowanego i ustalonego przez nauke medrca Buddhy, prawa szlachetnego i wznioslego ducha ludzkiego. Nieraz pastuchy tatarscy, siedzac przy ognisku, na p'ol 'spiewali, na p'ol opowiadali legendy o wielkim Mongole, o jego synu Kublaj-Chanie, o krwawym Tamerlanie, o szlachetnym, promiennym Baber-Sultanie i o nieszcze'sliwym Amursan-Chanie.

Czulym-Minusi'nskie stepy od dawna staly sie takim miejscem ciaglych potyczek, mniejszych i wiekszych walk pomiedzy Tatarami i oswobodzonymi Rosjanami, jakimi niegdy's w Rzeczypospolitej Polskiej byly slynne Dzikie Pola, tylko role dziczy krwawej wzieli na siebie obro'ncy rewolucji i wolno'sci rosyjskie bandy bolszewickie.

Tatarzy przyjmowali nas uprzejmie, karmili i dawali nam przewodnik'ow, czyniac dla nas wywiady, aby'smy nie trafili na jaki czerwony patrol. Otwarcie m'owili'smy, ze uciekamy z Rosji do naszej ojczyzny, kt'ora jest tez ojczyzna dla wielu Tatar'ow, obywateli wolnej Polski. Poniewaz mieli'smy od Tatar'ow adresy pewnych os'ob i listy ochronne, nasza podr'oz przez stepy odbyla sie bardzo szcze'sliwie.

Po kilku dniach z wysokiego brzegu Jeniseju zobaczyli'smy plynacy z Krasnojarska do Minusi'nskastatek Orzel, wiozacy czerwonych zolnierzy, a w kilka godzin p'o'zniej uj'scie rzeki Tuby, przeciw pradowi kt'orej musieli'smy sie posuwa'c, dazac ku g'orom Saja'nskim, stanowiacym granice p'olnocnej prowincji Mongolii naszej ziemi obiecanej Urianchaju.

Uwazali'smy cze's'c drogi, biegnaca brzegami Tuby, a dalej wzdluz doplywu rzeki Amyl, za najniebezpieczniejsza, gdyz doliny tych rzek sa bardzo zaludnione, sasiedztwo za's z komunistycznym Minusi'nskiem zdemoralizowalo do szczetu ludno's'c miejscowa, kt'ora chetnie wstepowala do czerwonych partyzanckich oddzial'ow bandyt'ow: Szczecinkina i Krawczenki.

Tatarzy wplaw przeprowadzili noca nasze konie na przeciwlegly brzeg Jeniseju, a potem przyslali po nas kozaka, kt'ory cz'olnem przewi'ozl nas ze szczuplymi bagazami. O 'swicie byli'smy juz w gestych zaro'slach na malej wysepce w uj'sciu Tuby i rozkoszowali'smy sie slodkimi i aromatycznymi jagodami czeremchy i czarnych porzeczek, rosnacych w wielkich ilo'sciach.


VII. Zuchwa ly plan | Zwierzęta, ludzie, bogowie | IX. Trzy dni nad przepa \scia